Posts

Showing posts from 2020

Diana Fever

Image
  To wiadomo nie od dziś, że jestem fanką serialu The Crown (Netflix) i od dawna czekałam na czwarty sezon, w którym pojawia się Diana, królowa ludzkich serc. A ponieważ została we mnie nutka szaleństwa, postanowiłam się pobawić w przebieranki. Suknia ze zdjęcia to autentyk (na moje oko z lat 70 lub 80-tych), który nawiązuje do barwnej garderoby Diany z lat 80! Życie Diany miało być jak z bajki. Stała się prawdziwą księżniczką. Była młoda i piękna. Zdobyła księcia z bajki. Życie stało przed nią otworem.... Ona miała 19 lat, on 30... Czy to mogło się udać? Wiadomo, duża różnica wieku to nie przeszkoda, ale tych dwoje różniło wszystko: stopień dojrzałości, zainteresowania, doświadczenie życiowe, pragnienia i własne demony, z którymi musieli mierzyć się całe swoje życie. W serialu relacja Diany i Karola została pokazana dość jednostronnie. Wina leży po stronie Karola uwikłanego w wieloletni romans. Prawda była jednak bardziej skomplikowana (nie umniejszając wadze jego win!). Przepaści, kt

You don't suck!

Image
Dorosłość to nie bajka, niejeden dorosły mógłby rzec. Owszem, można to i owo. Nie trzeba nikogo pytać o zgodę i generalnie swobód mamy bez liku. Przynajmniej z zewnątrz tak to wygląda. Dorosły decyduje sam o sobie, pracuje, a więc zarabia, a więc ma coś tam na koncie (przynajmniej czasami hehe). Nie musi chodzić do szkoły, nie musi pytać czy może wyjść na piwo i o której może wrócić. (Napisane na jednym wydechu.) No i teraz przejdźmy do meritum. Dorosłość, moi drodzy to mimo wszystko nie jest bajka, ha! Szczególnie, gdy jesteś już bliżej niż dalej 40-stki, dociera do Ciebie, że jesteś skazany na siebie i żywot jaki sobie zgotowałeś. Bywają dni, że ta perspektywa nie wydaje się taka straszna. Idziesz do pracy, potem zakupy, krzątanina w domu, gwar i zgiełk Ci nie przeszkadzają, potem wieczór filmowy, spanie i znów to samo itd. Spoko, nie jest źle. Są jednak takie dni, w które masz ochotę wypisać się z tego całego cyrku, chwycić płaszcz i pojechać przed siebie, w siną dal, jak to mówią.

New York, New York!

Image
Och, moi drodzy! Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym się teraz teleportować do Nowego Jorku! Uwielbiam Nowy Jork od dawna. Od dawna marzę o tym, by tam pojechać, poczuć atmosferę tego miasta i po prostu spełnić swoje marzenie o nim.   Oh, dear folks! You can't imagine how much I'd love to teleport to New York! I've been obsessed with New York for so long that I don't even remember. I've been dreaming to go there, feel the rythm of the city and to just make my dream come true.     Teraz w dobie pandemii ta tęsknota doskwiera mi jeszcze bardziej. Z jednej strony wiem, że nie mogę tam teraz jechać z przyczyn natury finansowo-zawodowej, ale jeszcze bardziej wkurza mnie ten drugi powód, dla którego nie mogę odwiedzić Wielkiego Jabłka - pandemia!   Now amidst the pandemic my longing is even more unbearable. On the one hand I know that I can't go there due to my financial and professional circumstances, but what makes things even worse is the second reason why I ca

Remembering the ones who are gone

Image
  Tydzień temu moja 4,5-letnia córeczka podczas wizyty na cmentarzu, powiedziała do mnie: "Szkoda, że tych wszystkich ludzi nie ma już. Zostały po nich tylko napisy..." Zatkało mnie, że tak małe dziecko wpadło na taką refleksję.  Dziś jest ten szczególny dzień, w którym wspominamy tych, których już z nami nie ma. Ja też mam takie osoby, które były dla mnie ważne, które były częścią mojego życia. Moje babcie, dziadkowie, wujkowie, ciocie... Mam ich w swoim sercu, pamiętam ich głosy, uśmiechy, ciepło. Chcę pielęgnować te wspomnienia, nigdy nie chcę o nich zapomnieć. Dla mnie te napisy, to nie wszystko co po nich pozostało. Dziś myślę o nich i modlę się za ich dusze... A week ago my 4,5-year-old daughter, while we were visiting the cemetery, said to me: "It's a pity all those people are gone. The only thing that's left are those engravings..." It floored me that such a toddler could say something like that. Today is the special day when we are remembering the o

Hanging on for dear life

Image
Ok, nic nie jest tak jak powinno. I nic nie jest takie, na jakie wygląda. Tytuł mojego posta mówi sam za siebie. Kurczowo trzymam się życia. Popadam w doły i pazurami wdrapuję się znów w górę, by nabrać powietrza w płuca, dla siebie, dla mojej rodziny... Każdy z nas żyje ostatnio w ogromnym stresie. Nikt nie wie, co będzie dalej. Nikt nie wie, czy może cokolwiek planować. Nastąpił czas kompletnego zawieszenia. Ludzie boją się o zdrowie, pracę, życie swoje i swoich bliskich.  U mnie nie jest inaczej. Ludzie często sądzą po pozorach. Zakładają, że jeśli ktoś się uśmiecha i jakoś funkcjonuje wśród ludzi, ma się świetnie. Za taką fasadą może skrywać się kłębowisko złych emocji, myśli i lęku.  Ok, nothing's right. And nothing is as it might seem. The title of the post says it all. I'm hanging on for dear life. I will feel low and then climb out of it to take a deep breath for myself, for my family... Each of us has been living under a lot of stress lately. Nobody knows what happens

The fall has come and it feels so good...

Image
 Opanowała mnie jesienna gorączka. Myślami ciągle przenoszę się do Nowej Anglii, regionu w Stanach Zjednoczonych (obejmującej sześć stanów: Maine, New Hampshire, Vermont, Massachusetts, Rhode Island i Connecticut). To region z przebogatą historią i architekturą, która dla nas Europejczyków, jest kwintesencją Ameryki. Lately I've been head over heels for the autumn fever. I keep thinking back of New England, a region in the United States (comprising of 6 states: Maine, New Hampshire, Vermont, Massachusetts, Rhode Island and Connecticut). It is a region with rich history and stunning architecture, which for us Europeans, is the essence of America. Wybrałam dla Was kilka inspiracji. Myślę, że nie da się przejść obok nich obojętnie ;) I've chosen a bunch of inspirations for you, which you cannot pass indifferently ;)  Source: pinterest.com

Vintage Supermarket

Image
    (Na zdjęciu Ola w prześlicznej sukience z lat 70-tych w moim obiektywie, gdy robiłyśmy tzw. spontaniczne przymiarki ;) Oto moja wspaniała przyjaciółka, Aleksandra Putyra - mistrzyni stylu vintage. Już wkrótce podzieli się z nami tym, co od wielu lat gromadziła, na swojej stronie Vintage Supermarke t . Ola ma niesamowity talent, potrafi wyszperać niesamowite skarby tam, gdzie niejedna z nas by nie pomyślała, że można, i są to same perełki, prawdziwy vintage. A tymczasem dziś udzieli nam kilka rad, na co zwracać uwagę szukając i kupując ubrania vintage.  Dlaczego zaczęłaś kupować ubrania vintage?   Ubrania z drugiej ręki są nie tylko przyjazne dla portfela, ale przede wszystkim dla naszej planety. Przemysł odzieżowy pozostawia ślad na środowisku, na ludziach, którzy pracują przy produkcji ubrań, a nawet na naszych ciałach. Ciuch, którego potrzebujesz, już został wyprodukowany. I jest wyjątkowy, oryginalny. Myślę, że na początku lat dwutysięcznych zaczęłam kupować je bardziej ś

There's power in people

Image
OK, teraz mogę Wam powiedzieć prawdę. Jak pewnie zauważyliście, jakiś czas temu się wyłączyłam. Zniknęłam z bloga, z instagrama, z facebooka. Nie miałam na to wszystko siły. W obliczu tego, co się działo w mojej rodzinie, nie byłam w stanie myśleć, a tym bardziej pisać o niczym innym. Pewnie już wiecie, że syn mojej siostry zmaga się z poważną chorobą nowotworową. Hubert ma 14 lat. Jest świetnym chłopakiem, którego pasją jest taniec i militaria. Interesuje się historią i ma niesamowite umiejętności informatyczne. Od dziecka jest konstruktorem różnych skomplikowanych budowli i wynalazków 😉 Ponad rok temu nasz świat się zawalił, gdy dostaliśmy diagnozę. Duży guz w rdzeniu kręgowym.... To było jak wyrok. Hubert trafił do szpitala. Jednak po udanej operacji, myśleliśmy, że już będzie wszystko dobrze. Pół roku temu wszystko wróciło jak bumerang. Przytłaczająca ilość cierpienia i strachu sparaliżowała naszą rodzinę. Do tego jeszcze pandemia COVID-19... To wszystko było dla nas zbyt w

Hoping for the better

Image
Obecny stan mi bardzo nie służy. Niech was nie zmylą te zdjęcia... Za chwilę miną 2 miesiące odkąd zamknęłam się w domu. Na początku było uczucie ulgi. Świat nagle zwolnił, w domu poczułam się bezpiecznie. Nastąpił detoks od tej codziennej lataniny. Szczerze mówiąc zmęczenie dawało mi się już wtedy we znaki. Martwiło mnie oczywiście całe to szaleństwo z koronawirusem (i kilka innych okropnych rzeczy), no i oczywiście niepewność tego, co nadejdzie. Miałam wtedy fazę totalnego dziada: dres, kitka na głowie i nic innego mnie nie interesowało. Miałam wiele spraw na głowie (nadal w sumie mam), takich jak moja praca, nauczanie zdalne mojego syna, Majkę w wieku przedszkolnym i dom. Było (i jest) co robić. Nawet nie czułam potrzeby, wena również mnie opuściła, by udzielać się bardzo w mediach społecznościowych... Następnie przyszedł czas na fazę pracy fizycznej. To ona dawała mi wytchnienie. Gdy zmęczysz się fizycznie, nie masz czasu (ani siły) na to, by rozmyślać i się zam

Science fiction reality

Image
photo credits: Samantha Akineni Nawet nie wiem jak zacząć. Nasza obecna rzeczywistość przypomina raczej film science fiction lub grubymi nićmi szyty thriller. Zaczęło się w sumie gdzieś daleko, sama miałam do COVID-19 stosunek raczej lekceważący. Były przecież w przeszłości epidemie różnych wirusów i jakoś je przeżyliśmy, to przecież ten też nas jakoś bardzo nie dotknie. Nie mogłam się bardziej mylić.... Zamknięte szkoły, sklepy, życie nagle stanęło. Ten czas dla mnie osobiście to raczej kara, czas okroponego stresu.... Mam ten przywilej, że mogę być w domu z dziećmi, Marek też pracuje z domu, a i tak to ta kwarantanna kosztuje mnie wiele nerwów. Stwierdziłam, że tylko aktywność pozwoli mi nie zwariować, więc cały czas coś robimy. Oprócz zabawy z dziećmi, sprzątam dom. Pokój po pokoju. Gdy jesteśmy w ogrodzie, próbuję przywrócić go na powitanie wiosny. Robię to wszystko i myślę o bliskich. Chciałabym być teraz z nimi.... No tak, jakby się zastanowić to to wszystko wygląda jakby

Ms Forgetful

Image
Też łapiecie się na tym, że idziecie do pokoju w jakimś celu, ale z chwilą gdy wchodzicie do tegoż pokoju, zapominacie po co właściwie tam przyszliście? Jakie to jest denerwujące!!! A czy zdarza Wam się wejść do pokoju, w którym zauważacie coś i mówicie do siebie "Zaraz się tym zajmę", wychodzicie z pokoju by dokończyć to, co robiliście i w momencie gdy wychodzicie, już nie pamiętacie, że macie wrócić? Bez komentarza...!! Zapominam, jestem roztargniona, mam tysiąc spraw na głowie. Moje wczorajsze popołudnie: po 1,5h załatwiania zakupów i objeżdżania miasta w nie wiadomo w jakim celu !@#$%^&!!!, dotarłam do domu objuczona jak wielbłąd. No a w domu, dalsza część moich w/w przygód. Ktoś? Coś? Jest jedna pozytywna strona tej mojej przypadłości - aktywność fizyczna.  Ilość kroków godna Roberta Korzeniowskiego lol. Do you also find yourself in situations when you go to a room and the moment enter it, you forget why you even have come there? How frustrating!! And do y

#Inspiration

Image

English madness

Image
Nie wiem, czy to wpływ The Crown czy odżyła moja fascynacja Wielką Brytanią z czasów studiów, ale ostatnio mam fioła na punkcie starych brytyjskich wiejskich domów. Oto, co mnie w nich urzeka. Po pierwsze architektura... I'm not sure whether it's The Crown or it's just my fascination over Great Britain from my university times that has struck me again, but recently I've been head over heels for old British country houses. Here's what allures me. First, the architecture... Po drugie, żeliwne kominki (małe i duże), które sprawiają, że pokój nabiera klasy, a dzięki swojej funkcji, ogrzewają wnętrze dodając mu przytulności.  Second, cast-iron fireplaces (small and big) which make the interiors look classy, and thanks to their function, warm the interior adding the feel of coziness. Bogactwo tapet... nawet trudno opisać! The diversity of wallpapers is simply undescribable! Więcej architektury... Even more architecture...