Science fiction reality

photo credits: Samantha Akineni

Nawet nie wiem jak zacząć. Nasza obecna rzeczywistość przypomina raczej film science fiction lub grubymi nićmi szyty thriller. Zaczęło się w sumie gdzieś daleko, sama miałam do COVID-19 stosunek raczej lekceważący. Były przecież w przeszłości epidemie różnych wirusów i jakoś je przeżyliśmy, to przecież ten też nas jakoś bardzo nie dotknie. Nie mogłam się bardziej mylić....
Zamknięte szkoły, sklepy, życie nagle stanęło. Ten czas dla mnie osobiście to raczej kara, czas okroponego stresu....
Mam ten przywilej, że mogę być w domu z dziećmi, Marek też pracuje z domu, a i tak to ta kwarantanna kosztuje mnie wiele nerwów. Stwierdziłam, że tylko aktywność pozwoli mi nie zwariować, więc cały czas coś robimy. Oprócz zabawy z dziećmi, sprzątam dom. Pokój po pokoju. Gdy jesteśmy w ogrodzie, próbuję przywrócić go na powitanie wiosny. Robię to wszystko i myślę o bliskich. Chciałabym być teraz z nimi....
No tak, jakby się zastanowić to to wszystko wygląda jakby Bóg, a według innych po prostu matka ziemia, dawali nam czerwoną kartkę. Czerwoną kartkę za to, co stało się za naszą sprawą ze światem. Mam wrażenie, że człowiek zatracił się w swoim pędzie. Wieczny pośpiech, chciwość, nietolerancja no i oczywiście środowisko naturalne uważane jako dobro dane nam raz na zawsze. Ten rok rozpoczął się pożarami w Australii, teraz mamy pandemię koronawirusa...Co będzie następne?
Może ten czas kwarantanny to czas, który dano nam po to, byśmy mogli zacząć od nowa? Docenić to co mamy, zadbać o to, lub po prostu zmienić swoje postępowanie o 180 stopni? Nie wiem. Może po prostu szukam pozytywów obecnego stanu rzeczy.
Słysząc dane dotyczące zachorowań, popadam w jeszcze większą panikę, dlatego proszę wszystkich o rozsądek, o słuchanie zaleceń lekarzy, o unikanie skupisk ludzi, jeśli to oczywiście możliwe, abyśmy wkrótce mogli doceniać to, czego tak nie doceniamy w czasach pokoju...


I don't even know where to start. Our current reality resembles a sci-fi movie or an implausible thriller. It all started somewhere far away, and I must admit to having had a rather dismissive opinion of COVID-19. There have been epidemics of different viruses and we've survived them somehow so we shouldn't have problems with this one either. I couldn't have been more wrong...
Closed schools, stores, life's come to a stop. Personally, I perceive this time as a kind of punishment, time of constant stress...
I'm privileged to be able to stay at home with my kids, Marek also works from home, and yet this whole quarantine stresses me out, a lot. Thus I figured out that being active is what I should go for so as not to go bonkers. Other than playing with the kids, I clean the house. Room after room. When in the garden, I'm doing my best to prepare it for spring. I do it and think about my family. I'd love to get together with them...
Well, it all seems as if God, or for some Mother Earth, shows us a red card. A red card for what we have done done to this world. I feel as if humans got lost in their own pursuits. Constant rush, greediness, intolerance and last but not least taking our natural environment for granted. This year started with massive fires in Australia, now there's corona virus... What's next?
Maybe this quaratine is the time to start things over? To appreciate what we have and nurse it, or just change ourselves by 180 degrees? I don't know. Perhaps I'm just looking for upsides to our new reality.
When I listen to the statistics of the epidemic I panic even more, that's why I urge you to be sensible and follow the instructions given by experts of social dinstancing, if possible, so that we could soon cherish what we have been underestimating in the time of peace....

Komentarze

  1. Ja też tak mam, że trochę czuję się jakby scenariusz z filmy science fiction stał się realny :( Przerażające, ale trzba jakoś sobie poradzić w takiej sytuacji!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza