Mindfulness




Ostatnio nie jestem zbyt aktywna na blogu. Myślę, że przyszedł ten moment, w którym mój umysł  daje mi sygnał, żeby zwolnić. Od pewnego już czasu chodzi mi po głowie coś, co okazało się, że już zostało wymyślone i nawet ma nazwę - mindfulness - uważność czyli bycie tu i teraz, bycie dla siebie dobrym, słuchanie własnego ciała, organizmu i dzięki temu czerpanie z życia przyjemności, także z tych drobnych, można powiedzieć nieznaczących, gestów.




Każdy z nas ma tylko jedno życie. Każdy dzień jest inny, każdy dzień jest niepowtarzalny (wiem brzmi banalnie, a na ten temat powstały opasłe tomy). Jednak, jak tak spojrzeć na to trzeźwym okiem, to coś w tym jest...
I tak mija nam dzień za dniem, a my w tym pędzie, stresie, zabieganiu, tracimy bezpowrotnie te dni, które wcale nie muszą być takie straszne czy nudne, tyle, że jeśli nie jesteśmy myślami tu i teraz, to dni zlewają się w jedno, a my łapiemy się na tym, że nie pamiętamy jak spędziliśmy ostatnie pół roku...



Idea uważności zakłada słuchanie samych siebie, skupianie się na czynności, którą w danej chwili wykonujesz, i ze względu na poprawne funkcjonowanie organizmu, ale i ze względu na nasze zdrowie psychiczne. Skupiasz się na jednej rzeczy, jesteś świadoma tego, co robisz, nie stresujesz się, że robisz kilka rzeczy na raz, że masz problemy z koncentracją, itd., (przez co często wzrasta nam poziom kortyzolu - hormonu stresu - we krwi).  



 

Wiadomo, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nikt z dnia na dzień nie będzie w stanie tego wprowadzić w życie. Takie zmiany należy wprowadzać stopniowo. Heh, podobno codzienna medytacja od rana bardzo pomaga... może kiedyś spróbuję, choć obawiam się, że może to być trudne z dwójką dzieci na pokładzie! Ale myślę, że warto zacząć żyć bardziej świadomie. Dawać sobie to, co jest dla nas dobre.  Czas porzucić zbyt emocjonalne podejście do niektórych spraw, które tego nie wymagają, a jest ich większość. Nabieranie dystansu, pozwalanie sobie na to by nie mieć zdania, przyznać, że czegoś nie wiemy. To uspokaja.
Nie jestem ekspertem, ale myślę, że to co możemy zrobić dla siebie już dziś, to:
  •  spójrz w głąb siebie; spróbuj samą siebie poznać, bo dzięki temu, będziesz w stanie znaleźć to, co w życiu sprawia Ci przyjemność. Te drobne rzeczy jak np. maseczka i kieliszek wina, czy spacer w samotności wieczorem wokół własnego domu;
  • słuchaj swojego ciała; jeśli odmawia Ci posłuszeństwa lub daje znaki, że coś nie gra, zwolnij. Wiem, że to nie zawsze jest możliwe, ale daj sobie moment na kilka minut spokojnego oddechu, kilka ćwiczeń, a to co możesz, odwołaj lub przełóż;
  • uśmiechaj się; nie tylko do bliskich, ale także do obcych, uśmiech wraca;
  • nie bądź dla siebie taka surowa; wybacz sobie swoje błędy;
  • skupiaj się na tu i teraz; staraj się, kiedy tylko możesz, zapomnij o swojej wielozadaniowości, rób jedną rzecz na raz, to uspokaja;
  • przyznawaj, że czegoś nie wiesz lub nie masz zdania; nie musisz wszystkiego wiedzieć i nie wszystko musi wpływać na Twoje emocje. Nie jesteś alfą i omegą;
  • jeśli to możliwe, nie rób tego, na co nie masz ochoty; haha wiem, jak to brzmi, ale z wielu rzeczy naprawdę jesteśmy w stanie zrezygnować; 
  • spotykaj się z ludźmi, poznawaj nowych ludzi;
  • czytaj i słuchaj tego, co nowe; poszerzaj swoje horyzonty.




Jak już mówiłam, nie jestem ekspertem. Powyższe wskazówki to częściowo moje własne przemyślenia, a częściowo to, co znalazłam w sieci, zagłębiając się w temat.

Tekst został wzbogacony o zdjęcia z naszych wakacji w Chorwacji, ponieważ był to dla mnie cudowny czas, podczas którego odpuściłam sobie robienie tego, na co nie miałam ochoty. Wsłuchałam się w swój własny organizm i swój umysł. Myślę, że skorzystałam na tym nie tylko ja, ale i moja rodzina.  Byłam dużo spokojniejsza, cieszyłam się pięknymi widokami, drobnymi przyjemnościami, jak moczenie nóg na brzegu morza, spacer po górach, czy film obejrzany wieczorem na tarasie, gdy dzieci poszły już spać.
xxx

Komentarze