Coming back to life


OK,  (nie wiem czy) już kiedyś wspominałam, ale jestem dresiarą. Brzmi strasznie, jednak zaraz dowiecie się jak to naprawdę wygląda i zrozumiecie moje intencje.
Od zawsze, no dobra odkąd pamiętam, nie cierpiałam niewygodnych ciuchów. Pamiętam z dzieciństwa jeden obrazek, mamę zakładającą mi rajstopy i dostającej przy tym białej gorączki widząc moje grymasy i miny i słuchając moich jęków! Wszystko co gryzie, jest zbyt obcisłe lub jest po prostu niewygodne, jest u mnie skazane na kompletne odrzucenie. No, ale niestety na tym nie koniec...
Ponieważ jestem osobą dorosłą, pracującą, a do tego niektórzy sądzą, że ładnie się ubieram (nieskromnie wtrącę, haha), jestem zmuszona w większości przypadków się spiąć i po prostu wyglądać przynajmniej schludnie. OK, nie zrozumcie mnie źle, lubię wyglądać schludnie i ładnie (hello?!), jednak taki zbyt długotrwały przymus mnie wykańcza. Dajmy na to, ostatni czas (i tu przechodzimy do sedna sprawy!), był dla mnie bardzo, ale to bardzo intensywny. Od trzech tygodni to mój pierwszy wolny weekend. Były urodziny mojej mamy, wieczór panieński mojej przyjaciółki, wyjazd do Francji, wesele i poprawiny naszych przyjaciół, a pomiędzy tym praca, wizyty lekarskie i takie tam. Ani jednego dnia wolnego. Nie zrozumcie mnie źle, to był wspaniały czas, na który bardzo długo czekałam, jednak... No i tu będę się powtarzać, ale jestem dresiarą i co jakiś czas potrzebuję 24h w dresie. Nie wystarczy mi po pracy wskoczyć w dres, nie nie. To musi być cały leniwy dzień, bez makijażu, bez opinających ciuchów, au naturelle, haha!
Ostatnio tak bardzo brakowało mi takiego dnia, że zwyczajnie się rozchorowałam. Przemęczenie dało mi się tak we znaki, że mój organizm zastrajkował. Słuchajcie wystarczyła jedna sobota, jeden krótki dzień bez spiny i znów czuję, że żyję!
OK, no więc która z was też jest dresiarą?

OK, not sure if I have already told you that I'm a sweats kinda person. Sounds rather awaful but I'm going to explain you the whole thing and you'll understand my intentions.
Since forever, OK since I remember, I've hated uncomfortable clothes. I remember one image from my childhood, my mom trying to dress me in my pantyhose and getting crazy while I'm whining and pouting! Anything that tickles, is too tight or is simply uncomfrtable, gets totally rejected by me. No, but that's not the end...
Since I'm an adult, a working adult whom btw is generally thought to be dressing nicely (and who sure is not modest, haha) I am forced in most of the time pull myself together and look at least neatly. OK, don't get me wrong, I love to look neatly and nice (hello?!), but having to look like this 24/7 is just a pain in the...neck. Let's take the current time (aha we're getting there!), which has been very, I mean, very intense. I haven't had a weekend off for the last three weeks. There was my mom's birthday, my best friend's bachelorette party, my trip to France, our friends' wedding and the afters, and work, doctors' appointments etc. squeezed in between. Not even one day off. But don't get me wrong, it's been amazing time which I waited for for so long, however.....OK, I'm gonna get boring but I AM a sweats person and from time to time I need 24h in my sweats. It's not enough to jump into one after work, no no. It must to be a whole lazy day without make-up, tight clothes, just au naturelle, haha!
I'd been craving for such a day for such a long time that I got sick. Tiredness made my body go on strike, obviously. But one Saturday, one short day without all this pressure and I feel I'm alive again!
OK, so who else is a sweats girl?
  

Komentarze